Ułożyłem na półkach teczki z protokołami doświadczeń i zamknąłem szafkę. Powiesiwszy klucz na gwoździu, poszedłem do drzwi. Kroki donośnie rozbrzmiewały w nagrzanej ciszy. Sięgając do klamki, zatrzymałem się z podniesioną głową. Usłyszałem lekki, pośpieszny szelest.
Szczur przeleciało mi przez głowę. Wymknął się z klatki. To niemożliwe.
Labirynt, rozstawiony na stołach, mogłem ogarnąć jednym spojrzeniem. Kręte korytarzyki pod szklaną osłoną były puste. To chyba złudzenie. A jednak nie ruszałem s